niedziela, 1 listopada 2015

Spryciarz Suunto

Niedzielnie
Ten tydzień dał mi mocno w kość. Zmiana czasu z letniego na zimowy, zawsze jest dla mnie kłopotem. Chodzę spać zgodnie z czasem zegarowym, ale budzę się jeszcze wg zegara biologicznego, czyli o godzinę wcześniej. Do kolejnego weekendu zmęczenie zawsze narasta. 

Tak było i w tym przypadku. Po środowym treningu miałem całe dwa dni odpoczynku, co przy niezbyt wyczerpujących treningach powinno dać mi pełną regenerację.


Moje Suunto pokazywało, już w czwartek rano, wartość parametru „czas odpoczynku”, czyli ilość godzin, które są mi potrzebne po pełnej regeneracji, równy zero. Postanowiłem więc sprawdzić to bardziej wyrafinowaną funkcją mojego zegarka i zrobić badanie snu. Choć jestem bardzo sceptyczny do takich rozwiązań, wróżących zazwyczaj z historii pokonanych kilometrów, to jednak tym razem byłem ciekawy jak wypadnie test, wspomagany dodatkowo czujnikiem tętna. 

Pasek na klatkę, piżamka, uruchomiony program i do łóżka. Rano, kiedy zadzwonił budzik, byłem przerażony. Poziom regeneracji wynosił raptem 49%. Skąd on to tak ładnie wyliczył? Zdziwiłem się naprawdę, że to taki bystrzak, bo faktycznie czułem się mocno niewyspany, jak przez cały tydzień. Wartość łapała się w zakresie opisanym jako „Trwa regeneracja, trenuj łagodnie”. Przy okazji policzył, że z tętnem zszedłem, podczas snu, do poziomu 39 uderzeń na minutę.

Opis zakresów regeneracji by Suunto

Kolejnej nocy postanowiłem sprawdzić się jeszcze raz, zwłaszcza, że czekał mnie mocniejszy trening. Powtórzyłem więc operacje: czujnik, piżamka i spać. Rano wskazanie już było dużo lepsze, niż poprzednie: 85%, a tętno okazało się być jeszcze niższe, bo raptem 37bpm. Zjadłem więc śniadanie i bez napinki, bo sobota, poszedłem zamiast na trening - dalej spać. A co! Półtorej godziny snu dało mi wreszcie poczucie wyspania.

Ogólne parametry treningu

Trening się udał. Biegałem przez 13km, z czego ostro 8 kilometrów, doprowadzając na odcinkach 0,5km serce do granicy beztlenu, a w odpoczynku zwalniając do tempa 4:30/km. Po jego zakończeniu zobaczyłem podsumowanie: czas odpoczynku 32h - ciekaw jestem co będzie dalej, ale podoba mi się ten spryciarz ;-)

Tętno, tempo i oddechy

Na dodatek, kiedy robiliśmy rozgrzewkę, z Justyną, zatrzymaliśmy się na światłach, jej Garmin pokazał tempo z przebiegniętego odcinka 5:45/km a mój Suunto 6:11/km. Mimo, że używałem Garminów przez ostatnie 8lat, jakoś już im nie wierzę. I nawet gdyby mój sprytny Suunto się mylił, to wolę taką pomyłkę niż odwrotnie.

5 komentarzy:

  1. Nie wierzysz Garminom? :/ Ale chyba nie jest tak źle... Ten suunto brzmi jak prawdziwy trener. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka lat temu zrobiłem kilka treningów w towarzystwie osób z Garminami, Endomondo i był też jeden z pierwszym Suunto Ambit. Jego wyniki odstawały od całej reszty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe wygląda to całe suunto. Nie wiedziałem nawet i istnieniu czegoś takiego. Może się przesiądę ze swojego leciwego już endomondo.

    OdpowiedzUsuń